Skocz do zawartości
tutelitury

Reakcja mężów na rozpoczynający się poród

Polecane posty

Powspominamy trochę co?

Pamiętacie moment kiedy zadzwoniłam do niego i powiedziałam mu, ze to już i ma jechać do szpitala? Pamiętam jak dziś te przestraszone oczka i głowa która wychylała się za drzwi:))))

Kiedy powiedziałam, ze jest ok to wszedł:)) Bal się czy przypadkiem niczym nie dostanie:))))

Co Wasi mężczyźni zrobili? Stanęli na wysokości zadania? Jak sie zachowywali a może panikowali???

Edytowano przez Nadin

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

U mnie, to bylo tak, ze jak juz skurcze byly co 4 min, to dopiero go obudzilam. Od razu oprzytomnial, rzeczowym tonem zapytal z jaka czestotliwoscia sa skurcze i ile trwaja. Nie wiem, skad tyle profesjonalizmu wzial, tymbardziej, ze nie chodzilismy do szkoly rodzenia i nie czytal zadnych ksiazek :mrgreen:

Ale to dobrze, ze nie spanikowal, bo nie mialabym sily i jego uspokajac. Wystarczy, ze sama niezle bylam wystraszona, bo nie wiedzialam czego mam sie spodziewac :mrgreen:

Takze moj maz w tej waznej chwili byl oaza spokoju i opanowania. Albo tak swietnie sie maskowal :mrgreen:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moko

u nas bylo tak: lekko zabawnie - teraz to mowie:-P

wiec: godzina 23,30 - spimy sobie ladnie - tzn moj maz spi, ja sie wierce, bo mnie kregoslup boli i brzuch lekko. Latam z pokoju do lazienki pod prysznic......tak wszystko trwalo ok 1h.Moj maz w koncu po tej godzinie mowi: jeju Monika - spij, mi sie chce spac, spij.

Mowie ok ale nie umiem......jest godzina ok 1 w nocy, mowie ide do mamy - budze mame i mowie - brzuch mnie boli od ponad godziny, a mama: dziecko Ty rodzisz. Moj maz wyskoczyl z lozka na rowne nogi :D. Z powodow imprezki w tym dniu(moja mama obchodzila Barborke) to moj tata byl lekko niedysponowany - wiec zadzwonilam po tescia. Suma sumarum do szpitala odwiozl mnie maz z tesciem, a za nami jechal moj tata.

Na izbie bylismy o godz 2, OPskar urodzil sie o 4,30. A dziadziusie jako pierwsi wiedzieli o wszystkim, po czym wrocili do domow by powiadomic babcie. Moj maz zostal ze mna do godz. 6,30, po czym poszedl do domu, a o godz 9,30 byl juz na odwiedzinach - myslalam, ze go zabije.....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

moj tak sie spieszyl do szpitala jak jechalismy hanie rodzic,ze zapomnial zalozyc skarpeteki i majtki.na porodzie spisal sie za to genialnie tym bardziej,ze to byl juz nasz drugi porod to wiedzial juz co i jak.najglupsza sytuacja byla jak mial sie przebrac w ciuszki do porodu i brak skarpet zauwazyl a z braku gaci nie zdawal sobie chyba sprawy bo prawie zdjal gacie przy poloznej,na szczescie przyjaciolce jego starszej siostry jeszcze z podstawowki,ktora w po chwili konsternacji stwierdzila,ze nie perwszy raz widzi go tak jak bog go stworzyl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moj nie poszedl tego dnia do pracy bo powiedzialam mu ze to chyba dzis i zeby nie szedl, mine mial dziwna i podsmiewal sie pod nosem, chyba z radosci. byl caly czas dzielny, byl przy porodzie, a jak mala byla juz z nami to plakal i obdzwanial wszystkich z dobrymi nowinami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja mialam planowana cc i zbytnio sie nie stresowalam.

prawde mowiac juz chcialam miec wszystko za soba.

A maz...byl podenerwowany i to bardzo :-) jak polozna zawolala go do synka ,to nie pamietal z wrazenia jak sie nazywa :-)

Gracjan byl niespodzianka,bo do konca nie wiedzielismy co bedzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

no, tak u mnie to troche dziwnie bylo ;-) mianowicie 0k 3 nad ranem poszlam siusiu i wracajac do pokoju poczulam jak cos cieplego leci mi po nozkach i dalej nic zadnych boli ,zadnego pociekania,wiec meza obudzilam dopiero o 5 i na moje "misiu" zerwal sie i zaczal sie ubierac :-P wiec spokojnie mu wytlumaczylam ze najpierw zadzwonie do lekarza ,ktory kazal przyjechac do szpitala z podejrzeniem pociekajacych wod.okazalo sie ze to falszywy alarm i tak przelezalam w szpitalu jeszcze tydzien do planowanej cc ale wtedy moj maz juz byl bardziej opanowany :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

no gdy sie zaczelo maz przyjechal do szpitala.. nawet niewiadomo kto do niego zadzwonil ja nie bo jak polozna mowila ze nie a on dostal tel gluchy stwierdzil ze to ze szpitala iprzyjechal akurat jak sie zaczynalo.. no i byl prawiecaly czas ze mna... potem poogladal dzidzie i pojechal. rankiem juz byl znow oczywiscie pierwsze co to przywital kurcoka-bo tak dorianka nazywal.. i ponosil na rekach..

ale stresa w trakcie mial.. strasznego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

mój mąż czekał dzielnie az bedzie po wszystkim, ptem twierdzil ze byl spokojny i opanowany, ale koszulka jakims cudem byla spocona. moze z goraca ;) na szczescie teraz odwaznie podchodzi do roli ojca :))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mój też był bardzo dzielny, co mnie trochę zdziwiło bo straszny lekkoduch jest:P Był ze mną cały czas i popłakał się ze szczęścia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A mój musiał niestety patrzeć na stado lekarzy i trzymając już urodzoną córeczkę na rękach musiał zastanawiać się, czy mu odratują żonę, czy nie. Ale był dzielny. Bardzo dzielny... Mój kochany Robak...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

U mnie komplikacji nie było ale mój Miś wytrzymał dzielnie mimo, że trochę mu się zbladło :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mój jak usłyszał, że rodzę, to tylko się zapytał: Na pewno? :P Jak usyłszał, że tak, to chyba pobił rekord prędkości, żeby mnie zawieść do szpitala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×