Skocz do zawartości
Agula76

samotne w malzenstwie

Polecane posty

Mam pytanie czy jest jeszcze inna "samotna" w malzenstwie ? Mozna spac obok kogos, ogladac telewizje, chodzic na zakupy i czuc sie tak samotna, ze mozna WYC !!!

7 lat po sakramentalnym "tak" a ja nadal zastanawiam sie czy jestem, az tak wymagajaca ?? i oczekuje nadal czegos, czego szanowny malzonek dac nie moze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Agula76, jest bardzo ciezko zyc w takim malzenstwie....nie wiem jaka jest sytuacja u Ciebie ale mysle, ze to nie chodzi o to ze za duzo wymagasz - moze jestescie zmeczeni soba moze powinniscie czasami od siebie odpoczac wyjsc gdzies oddzielnie wyszalec sie - oderwac sie od tego :?:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kurcze,ciezka sprawa :-| Odpoczac od siebie,a moze odejsc.Czy warto marnowac zycie dla nieudanego zwiazku?Czasem moze jednak byc za pozno :-( Moze tez krotkie rozstanie odswiezy zwiazek,albo czas sie pozegnac i poszukac szczescia u boku kogos innego?Ja bylam dwa lata w takim zwiazku i tez czulam sie samotna choc bardzo kochalam tego czlowieka.Rozstalismy sie i nie zaluje.Nie namawiam cie, ale siedem lat to dlugo i nie wiadomo czy cos jeszcze sie zmieni.Mam nadzieje,ze tak.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

czasem sie zastanawiam, bo czuje momentami, ze zycie przez palce przecieka a my zyjemy obok siebie samotni ... rozumiem, choc jeszcze na "wycie" nie mam czasu :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Kurcze,ciezka sprawa :-| Odpoczac od siebie,a moze odejsc.Czy warto marnowac zycie dla nieudanego zwiazku?Czasem moze jednak byc za pozno :-( Moze tez krotkie rozstanie odswiezy zwiazek,albo czas sie pozegnac i poszukac szczescia u boku kogos innego?Ja bylam dwa lata w takim zwiazku i tez czulam sie samotna choc bardzo kochalam tego czlowieka.Rozstalismy sie i nie zaluje.Nie namawiam cie, ale siedem lat to dlugo i nie wiadomo czy cos jeszcze sie zmieni.Mam nadzieje,ze tak.

Ja jestem innego zdania. Nie mozna przekreslac wspolnego zycia przy pierwszym kryzysie.

My tez jestesmy prawie 8 lat w zwiazku i prawie 6 lat malzenstwem i nie zawsze bylo cudownie. Mielismy jeden dlugi kryzys, trwal naprawde dlugo bo prawie 2 lata. Ciezko bylo i myslalam o rozwodzie (jeszcze nie mielismy dzieci wiec latwiej sie podejmuje taka decyzje) ale teraz jest lepiej niz na poczatku. najwazniejsza jest rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa i chec obu stron. Zreszta zwiazek, ktory nie przeszedl zadnego kryzysu nie jest "pelny" i tego typu sprawy umacniaja.

Sama nie skorzystalam ale polecam udac sie do poradni psychologiczno-pedagogicznej ktora jest w kazdym miescie powiatowym.

Jezeli uwazasz, ze maz Cie nie rozumie i mimo, ze mu to mowisz nic sie nie zmienia czasami jest potrzebna trzecia osoba, ktora spojrzy na wszystko bardziej obiektywnie.

Zreszta mezczyzni czesciej sluchaja kogos obok np. kumpla.

Czesto samemu nie jest sie do konca ok. I nalezy pamietac, ze mezczyzni sa zupelnie inni im poprostu trzeba WYWALIC KAWE NA LAWE - sami sie nie domysla

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

i ja cos ostanio przechodze kryzys w malzenstwie:( czyzby to teraz mnie 7 lat chudych czekalo??? jest miedzy nami jakos dziwnie maz jest bardziej obojetny staram sie nie myslec o tym ale czuje sie samotna w weekendy jak jest w domu czesto sie kłócimy wole jak jest w pracy niestety mam wtedy spokoj bo jak jest w domu to i tak razem czasu nie spedzamy on przy kompie albo tv albo z mala np na sankach choc ostatnio rzadko razem cos robia nic mi nie chce pomagac ach szkoda gadac mam dolka i tyle ale ostatnio na niego liczyc nie moge i te ciagle sprzeczki o wszystko..........

co robic mam to przeczekac minie po jakims czasie czy jak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Olu u mnie dość często jest tak samo jak piszesz ,kłótnie o byle co ,on przy kompie a ja albo z małym albo uciekam do jakiegoś sprzątania czy innego zajęcia w domu :( ale jakoś zawsze później się godzimy i znowu na jakiś czas jest dobrze:)wiesz kto się czubi ten się lubi:D .A poza tym nie słyszałam o związku w którym nie było by sprzeczek .Głowa do góry wszystko będzie dobrze:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No, to otworzył się worek...

My też miewamy kryzysy. Jesienią było licho. Płakałam wieczorami :smt022 i wszystko czarno widziałam. Namawiałam na udział w jakiejś terapii, ale mój nie chciał o tym słyszeć. Uznał, że to, że źle się dzieje, to moja fanaberia, bo za bardzo się wszystkim przejmuję.Nie mieliśmy ochoty patrzeć na siebie, odzywać się, nic. Ja sobie, on sobie. Nie pierwszy raz tak mieliśmy...:mad:

 

Ale przychodził zawsze taki moment, że zaczynaliśmy rozmowę. Uznawaliśmy, że musimy coś zrobić. Spojrzeć na siebie oczami zakochanej osoby. Pisaliśmy sms-y, zostawialiśmy sobie karteczki, przesyłaliśmy buziaki. To takie pierdoły, ale działają. Inaczej patrzy się na drugą osobę, jeśli ta okazuje ci zainteresowanie i uczucie. I znów jest dobrze.

 

Ja sądzę, że u mnie problem polega na tym, że mój mąż nie jest moim przyjacielem. Niestety. Zwierzam mu się, znamy swoje problemy i bolączki, właściwie mogę na niego liczyć, ale to nie przyjaciel. To mój mężczyzna, mąż, facet, ojciec mojego dziecka. Ale nie przyjaciel. Czujecie tę różnicę? Przyjaciel jest twoim fanem, kibicem, opoką. A on jednak często staje po drugiej stronie, krytykuje, gniewa się, często jestem jednak sama z problemami, z uczuciami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja sądzę, że u mnie problem polega na tym, że mój mąż nie jest moim przyjacielem. Niestety. Zwierzam mu się, znamy swoje problemy i bolączki, właściwie mogę na niego liczyć, ale to nie przyjaciel. To mój mężczyzna, mąż, facet, ojciec mojego dziecka. Ale nie przyjaciel. Czujecie tę różnicę? Przyjaciel jest twoim fanem, kibicem, opoką. A on jednak często staje po drugiej stronie, krytykuje, gniewa się, często jestem jednak sama z problemami, z uczuciami.

 

Tak samo jest u mnie:(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

wiecie co w tym cos jest i ja odnosze wrażenie ze i moj nie jest moim przyjacielem jest podobnie zwierzamy sie itd. itp ale jakos tak dziwnie najbardziej mi smutno jest gdy mi cos dolega czy jestem chora czy chocby jak teraz mam te paluchy w bandażach to moj maz sie odsuwa ode mnie i zostawia mnie sama z problemem nie pomoze a jak on chory to lezy a ja kolo niego robie podaje mu leki, herbatki itp dlaczego to nie moze funkcjonowac w dwie strony? :( czasami bierze mnie taka zlosc i znieczulica i jak mu cos jest to mowie sobie ze mu nie pomoge bo on mnie zawsze sama wtedy zostawia ale jak przychodzi co do czego to jakos nie moge i lece mu pomoc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Olu tak to właśnie wygląda podam przykład- mój w zeszłym roku wypadek ,skutek czego złamany obojczyk tak że potrzebna była operacja i składanie obojczyka śrubami :o wiadomo pomagałam mu we wszystkim ,podawałam pod nos i oczywiście opatrunki zmieniałam ,jak się już wygoiło i mógł autem jeździć i wogule już normalnie funkcjonował to usłyszałam na koniec że go już nie kocham bo mu dalej nie pomagam itp:( taka natura chłopska:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przyzwyczaił się do dobrego i oczekiwał ciągłego zainteresowania i opieki... Smutno usłyszeć coś takiego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moeru smutno:( i wiesz nic na to człowiek nie poradzi bo cały czas wszystko z siebie daje żeby było porobione i podane itp a i tak jest źle .No co innego jak ja coś chce , to już jest inna bajka ;) Ale ja zawsze uważam że są te dobre i te złe strony w byciu z kimś , każda osoba musi być odpowiednio nastawiony i oczywiście walczyć o to co dobre a nie złe:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moeru, masz rację: no to otworzył się worek....

 

Mi się wydaje, że nie związków idealnych, a jeżeli tak to tylko w romansach na ekranie ;)

Każde małżeństwo przechodzi kryzysy. Są czasy lepsze i gorsze. Sama ostatnio doświadczałam tego drugiego. I popieram Moeru, najważniejsza jest rozmowa. Ja wiem, że te nasze chłopiska są leniwe, wygodne i potrafią być przykre, ale przecież ich kochamy i musimy walczyć o naszą miłość. Dodatkowo, nie ma co ukrywać, już nie jesteśmy takie super pociągające jak na początku związku, bo ile można paradować po domu w obcisłych biodrówkach i dekolcie do pępka? ;) Także instynkt zdobywcy trochę im przygasł, ale oni nadal nas kochają, tylko czasem zapominają, że trzeba nam to okazywać. Dlatego uważam, że musimy im o tym przypominać. Taka już nasza rola Kochane, strzec domowego ogniska i jeszcze motywować naszych facetów żeby to robili. Także Kochane, wdziewamy koronki i do rozmowy ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

no ja juz nie pamietam kiedy mi maz cos milego powiedzial niestety i kiedy koronki nosilam tez nie pamietam:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

to mój mąż jest moim przyjacielem pomaga mi w trudnych chwilach ale ja mam za sobą 7 lat kryzysów mam nadzieje że teraz będzie coraz lepiej:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

nie strasz mnie!!! czy to znaczy ze teraz czeka mnie 7 lat kryzysow?

 

na razie sytuacja jest troche lepsza choc w sobote wieczor bylo burzliwie do tego stopnia ze i ja plakalam i on ale juz przesadzil na dodatek odbil sobie na malej swoja zlosc a na to ja nie pozwole nigdy potem ja przepraszal mysle ze zrozumial bo bardzo zalowal i wiecej tak wobec niej nie postapi klapsa tez juz jej nie daje choc kiedys reka mu leciala ale ja na to nie pozwolilam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Olu, cieszę się ,że u Was już lepiej. Podobno takie kłótnie są potrzebne, oczyszczają atmosferę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Agh tylko ja mam wrażenie ze my za czesto sie kłócimy smuci mnie tez to ze moj maz w domu przestał sie uśmiechać ja nie pamiętam kiedy sie smial

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Olu, też tak czasami mamy. Bywają momenty, że oboje z M. chodzimy przygnębieni ,smutni i działamy sobie na nerwy. To wcale nie jest bezpośrednio związane z nami, po prostu taki nastrój, takie charaktery. To minie i jeżeli się kochacie to na pewno znajdziecie sposób żeby wyjść z tego dołka i odświeżyć uczucie, które Was łączy.

Może postarajcie się wyjść tylko we dwoje. Kup sobie coś ładnego, zaskocz męża. Oni to lubią :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Agh wezme to pod uwage moze to jest mysl:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Olu u mnie też praktycznie jakby tak policzyć to sprzeczka co drugi dzień ;) ale jakoś później znowu jest lepiej:) a z tym wyjściem we dwoje to dobry pomysł oczywiście jak się ma z kim dzieci zostawić bo ja niestety nie mam takiej możliwości :( więc trzeba inne sposoby zastosować :P w ramach pogodzenia i przeprosin:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gusia no ja jak sie dobrze postaram to moge zostawic mala z babcia na jakies 2 godzinki:) teraz mamy w domu okres pokojowy:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

matko,dziewczyny przeczytałam te Wasze posty i juz sie boję .

Wiecie u mnie póki co jest super,ale ja jestem dopiero 2latka po ślubie,co prawda przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą też dwa lata i wtedy czasem było kiepsko.Ale to na początku naszego wspólnego miszkania,dlatego tak sobie myślałam,że my mamy już te gorsze kryzysy za sobą(bo takie sprzeczki o nic to są,ale to nam akurat pomaga ;D-lubimy się godzić :):):) )

a tak w ogóle to my poślubie kłócimy się o wiele rzadziej niż przed i tak kiedyś stwierdziliśmy,że już znamy swoje pozycje w ziązku ustanowine więc już niemusimy :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×